gmyrek

Autotematycznie

Posted in Uncategorized by karolgmyrek on 07/08/2010

Frazy wpisywane w wyszukiwarkę, po których gdzieś tam wyskakuje mój blog, to niekończący się spektakl wyobraźni naszych rodaków oraz odzwierciedlenie ich problemów i pragnień. Czasem to bawi, czasem zastanawia, ale zawsze utwierdza mnie w przekonaniu, że przypadkowi goście na moim blogu z całą pewnością nie szukają tego, co z założenia mam do zaoferowania, lecz zupełnie czegoś innego. Jedynie wpisywane z rzadka frazy „wszczym ryj” i „karol gmyrek” naprowadzają na coś konkretnego, co może interesować; reszta to prawdziwy koncert życzeń.

Najwięcej przypadkowych wizyt generuje wpis o mojej wizycie u urologa. Czasem są to zwykłe problemy: „piekący ból odbytu w nocy”, „kłucie w jądrach”, czasem szczere pytania do wszechwiedzącego google: „czy boli badanie usg przez odbyt”, „czy ktoś był na badaniu usg przez odbyt”, a czasem po prostu zwierzenia: „panie doktorze mam gumowego penisa”.

Inne wpisy nie są już tak pracowite i generują o wiele mniej przypadkowych wejść; niemniej jednak bardzo interesujących: „mam 14 lat i chce sie ruchac”, „martwa natura prosię”, „jebanie w altance”, „panna migotka i pan migotek” czy choćby: „kopulacja sloni”. To ostatnie pewnie by mnie nie rozbawiło, gdyby kilka dni później ktoś nie wpisał:  „akt kopulacji zwierząt filmy za darmo”, co zaczęło mnie niepokoić czy przypadkiem nie ma na moim blogu treści niepożądanych, o których nic mi nie wiadomo. Dla zainteresowanych: sprawdziłem i zapewniam, że nie ma.

Wniosek płynący z powyższego jest prosty: na polskich internautów zawsze można liczyć.

Reklamy

The Specials

Posted in Uncategorized by karolgmyrek on 11/07/2010

The Specials to coś na co zawsze czekałem i nie próbuję zrozumieć, dlaczego nie są jeszcze znani w Polsce. W upalne dni nie mam siły na zastanawianie się nad takimi sprawami. Mnie urzekli całkowicie. Są młodzi, z wiadomych względów wyjątkowi, nie mają żadnych kompleksów, a ich naturalność to coś co „normalni” utracili dawno i zapewne skrycie za tym tęsknią. Mam oczywiście swojego faworyta; jest nim Sam. Chwile spędzone na śledzeniu jego poczynań bez wahania nazwę: bezcenne.

Duże brawa dla ich opiekunów, którzy sami zadbali o fundusze na nakręcenie pierwszego sezonu oraz odpowiednią reklamę; a wszystko to w sieci i dostępne za darmo. Polecam, naprawdę polecam.

Jak żyć?

Posted in Uncategorized by karolgmyrek on 08/06/2010

Jak Muminki. Nie pracują, nie uczą się, oddają się zabawie, mają swoje marzenia, pasje. Ich „duże problemy”, to nasze codzienne niedogodności, a nasze duże problemy po prostu nie istnieją. Żyją we wspaniałej dolinie; czystej, zadbanej, pełnej przedziwnych i zabawnych stworzeń. Jedynie Bobek wykazuje skłonności przestępcze, ale i tak zawsze wpada, bo Pan Inspektor i mieszkańcy Doliny Muminków mają na niego oko. Jedzenia jest tyle, że u niektórych żołądek tak się rozciągnął, że ciągle są głodni; mam tu na myśli Ryjka. Jest to kraina mlekiem i miodem płynąca. Wystarczy zresztą spojrzeć na zrelaksowane oblicze Panny Migotki, by nie mieć żadnych wątpliwości…Dolina Muminków to raj.

Wszczym ryj

Posted in Uncategorized by karolgmyrek on 11/05/2010

Ujrzawszy wczoraj „wszczym ryj” po raz pierwszy, zachwyt mój nie miał końca. Bardzo długo czekałem na krótkometrażowy film „kompletny”, który wyrósłby z sieci i jej nieodkrytych talentów. Zawarte jest w nim wszystko, co potrzebne wielkiemu kinu, a co udało się uzyskać w warunkach dosłownie piwnicznych. Klasyczny scenariusz z trzema aktami i dwoma punktami zwrotnymi. Pierwszy punkt zwrotny: plomba grubego, która wprowadza nas w realia przedstawianego świata i uświadamia z jakim problemem będziemy mieli do czynienia oraz drugi punkt zwrotny, czyli pełna emocji deklaracja mniejszego z bohaterów, że „krew się poleje”, z której następuje mimo wszystko zaskakujące przejście do trzeciego aktu i końcowej sceny pojednania.
Film ten uważam za kompletny nie tylko ze względu na jego dopieszczoną formę, ale również ze względu na uniwersalny przekaz. Rzeczy proste powiedzieć najtrudniej, bo albo wychodzą drażniące truizmy, albo ocieramy się o kicz lub nawet całkowicie się w nim taplamy. Nic z tych rzeczy. Autorzy zadbali, by końcowa scena, pomimo wyraźnej symboliki, nie bolała widza, a nawet go wzruszała. To w jaki sposób aktorzy rozłożyli napięcie jest dla mnie tutaj kluczowe. Od momentu, w którym gruby wyciąga rękę do chwili, w której mały podaje mu swoją mija 10 sekund! W kinie, nawet krótkometrażowym, to przecież cała wieczność. Widz czeka w napięciu, wciśnięty w fotel, na decydujący moment całego filmu: będzie zgoda czy nie? Ostatnia scena, w której gruby wreszcie wstaje i rzuca się koledze w ramiona, warta jest poświęcenia tych kilku minut przy youtubie.
Na filmik ten czekałem długie lata. Jest w nim wszystko: krew, pot, drżące głosy i pełne braterstwa pojednanie. Całość kręcona przez amatorów, mocno amatorskim sprzętem, więc i jakość nie najlepsza. Jednak w warstwie fabularnej bez zarzutu…no i gra aktorów: bezcenne.
Konkluzja moja jest całkiem prosta: wkrótce większość z nas będzie mogła tworzyć filmy nie odbiegające dramaturgią i jakością (!) od tych wyświetlanych w kinie. Na kilka godzin przed obejrzeniem po raz pierwszy „wszczym ryj” odbyłem debatę z Paszą, podczas której wyjaśnione mi zostało, że za kilka tysięcy złotych (plus kolejnych kilka na osprzęt) można już mieć aparat, który nazywa się na przykład: canon 7d, a którym można kręcić wysokiej jakości filmy. Tak więc, panowie i panie z Hollywood, drżyjcie, bo nadchodzi kino pospólstwa!

Rzecz o perfekcyjnym wyluzowaniu

Posted in Uncategorized by karolgmyrek on 28/04/2010

Z Bystrzyckiej skręcam w Idzikowskiego. Z daleka dostrzegam dwie niezwykle bliskie mi istoty. Jedna mała, druga jeszcze mniejsza. Parkuję samochód i podchodzę.

– Cześć! – witam się z obiema. Mama odpowiada, ale Nela już nie; zafascynowana czymś w trawie, merda tylko ogonem i nawet nie spogląda. Nachylam się z zaciekawieniem, czym to mój jamniczek tak się podnieca. Widząc wymieszane z sokami żołądkowymi i śliną kości, naprędce się odwracam.

– Przecież ona wcina jakieś rzygowiny!- zwracam się zdziwiony do mamy.

– Nie mam siły jej odciągać – odpowiada ze spokojem mamunia i obserwując sunące po niebie cumulusy, powoli rusza przed siebie.

W sprawie płaszczyków

Posted in Uncategorized by karolgmyrek on 31/03/2010

Świadomość wynurza się z wolna niczym góra lodowa. Jeszcze śpię, ale już myślę. Sięgam po dzwoniący telefon. Nie znam tego numeru.
– Halo?
– Dzień dobry pani, nie przeszkadzam? – pyta jakaś kobieta.
– Nie, słucham.
– Dostałam ten telefon od Helenki i dzwonię do pani w sprawie płaszczyków.
– W sprawie płaszczyków?
– Tak. Podobno może mi pani coś doradzić.
– Tylko że ja jestem mężczyzną – wyznaję z zawodem, że nie będę mógł pomóc.
– Ach, to przepraszam. A czy to jest numer taki taki a taki?
– Nie. To jest numer taki taki I taki.
– To jeszcze raz panią przepraszam. Do widzenia.
Nigdy nie miałem kłopotów z dykcją; nie seplenię, nie zjadam końcówek, wysławiam się wyraźnie, a styl mój jest prosty i zrozumiały. Barwa i ton głosu charakterystyczne dla mężczyzny. Ostatnio jednak mam kłopoty z właściwym zakomunikowaniem swojej płci. I choćbym myślał sto lat, to nie wymyślę skąd się to bierze.

Gil

Posted in Uncategorized by karolgmyrek on 21/02/2010

Miałem sen. Śnił mi się mój ukochany Gil. Odprowadzałem Tomka na dworzec; wybierał się w jakąś daleką podróż, więc poprosił żebym mu towarzyszył. Jechałem obok niego na Gilu i dyskutowaliśmy o pierdołach. Na dworcu musieliśmy chwilę zaczekać, więc zacząłem robić na Gilu różne ewolucje rodem z dirt jumpingu. Przez moment nawet się zastanawiałem, że przecież ani Gil, ani ja nie należymy do wyczynowców, ale było tak fajnie, że dałem się ponieś szaleństwu. Po przebudzeniu byłem niezwykle smutny. Myślałem o Gilu.

Gila dostałem na pierwszą komunię od chrzestnego. Cóż to była za maszyna! Dynamo, proszę ja was, bagażnik, dzwonek, ręczny hamulec na przednie koło…świecił się cudnie i błagał, żeby zrobić na nim rundkę wokół bloku; nie zdążyłem nawet dobrze wyskoczyć z komunijnego gajerka, a już śmigałem jak szalony. To był mój pierwszy rower. Niestety, Gil bardzo szybko stał się obiektem nieustannych kpin moich kolegów; trudno bowiem było wytłumaczyć im, że pomysłodawcy nazwy mieli na myśli gatunek ptaka, nie zaś spływającego z nosa żółtego, soczystego gluta. Powoływałem się nawet na inne rowery Rometa takie jak Kobuz, Pelikan czy Kormoran- bezskutecznie. Gil pozostał Gilem o wiadomych konotacjach.

Z Gilem wiąże się pewna historia, a właściwie trzy historie. W ósmej klasie, gdy Gil był już dla mnie za mały, sprawiłem sobie za wszystkie oszczędności rower górski. Niedługo się nim nacieszyłem; ukradli mi go, wraz z góralem mojego brata, jakiś rok po zakupie. Gil również stał w piwnicy, ale na niego złodziej się nie pokusił. Po jakimś czasie kupiłem sobie drugiego górala; nieco już tańszego i z zabezpieczeniami. Ukradli go po półtorej roku; Gil, rzecz jasna, stał nietknięty obok. Potem był jeszcze trzeci góral i ta sama historia.

Jak tak teraz o tym myślę, to ogarnia mnie wielki smutek. Wystarczy spojrzeć na to z perspektywy Gila: jego pan porzuca go dla nowszego, większego i ładniejszego, co samo w sobie jest już niezwykle bolesne, a na domiar złego nie chce go nawet złodziej. I wszystko to po trzykroć! Jak potężne, jak wierne i nieskończenie ufne serce musiał mieć Gil, że za każdym razem czekał tam na mnie gotowy do drogi. To chyba musiała być…wielkie padną teraz słowa…miłość. Smutek w mej duszy jest teraz ogromny. Chciałem nawet z rana pojechać do niego, przytulić i przeprosić za te stracone lata, ale przypomniałem sobie, że po jakimś czasie przeniosłem go z piwnicy do wózkowni. Tam podupadł niezwykle; pożyczono sobie bezzwrotnie koło, dzwonek; w końcu została tylko rama. Kilka lat temu administracja urządzała czystkę w wózkowniach i ktoś wystawił go do wyrzucenia.

Nie mogę się teraz pozbierać. Zaprawdę zły to świat, w którym rzeczy pierwsze przepadają bezpowrotnie miażdżone walcem czasu.

Obcy

Posted in Uncategorized by karolgmyrek on 18/02/2010

Wchodzę krokiem pewnym, dystyngowanym niemal, z tą lekkością i polotem, który charakterystyczny jest ludziom zdecydowanym i wiedzącym, czego chcą. Z radością chwytam ostatni czerwony koszyk. Jego brudny uchwyt rozkosznie klei się w zmarzniętej jeszcze dłoni; nie wypuszczę go za nic. Przechodzę przez ruchomą, srebrną bramkę i już jestem w środku. Przede mną oaza pełna dóbr o marzenia się ocierających. W pierwszej kolejności wody, kolorowe oranżady i soki, a za nimi chipsy. Potem lodówki; w nich wędliny, świeże sery, jogurty i masła. Dalej dwie alejki, do wyboru, przedzielone zamrażarkami. Wzrok chłonie wszystko, żołądek się skręca i kwili. Znam tu każdy produkt. Jego cenę, smak i zdolność wprawienia mnie w ten upojny, boski stan. Krążę chwilę, wybierając z namaszczeniem potrzebne mi skarby. Jestem siódmy w kolejce do kas. Tutaj przełączam się na tryb kolejkowy. Szybkie ruchy, zawężenie prywatnej strefy do niezbędnego minimum, wnikliwe obserwowanie innych ludzi czy aby na pewno błędnymi ruchami nie spowalniają tempa. Po chwili wyczuwam gdzieś blisko sensację. I oto jest, widzę. W kasie obok stoi elegancka, starsza kobieta w płaszczu; swoją aparycją nie pasująca do tego miejsca zupełnie. Siedząca przed nią kasjerka trzyma w dłoni banknot stuzłotowy, patrząc z urazą. Kobieta, czerwona już na twarzy, szpera zaciekle w portfelu, ale ku swojej zgubie wyciąga kartę płatniczą. Cóż za faux pas!

– Nie przyjmujemy kart płatniczych – rzuca, już całkowicie obrażona, kasjerka i odwraca się do koleżanki.- Krysiu! Masz stówkę na pół?

W czasie gdy kasjerki wymieniają się banknotami, ja próbuję uchwycić wzrokiem nieszczęsną kobietę i zmiażdżyć ją z wyższością. Podejrzewam, że musi się czuć niczym baronowa w dziewiętnastowiecznej, proletariackiej stołówce. Wydaną resztę, rozdygotanymi dłońmi, chowa w skórzanym zapewne portfelu i prędko ucieka pod naporem spojrzeń zniecierpliwionej gawiedzi. Po jej wyjściu jeszcze długo zastanawiam się, jak to jest czuć się obco w Biedronce.

YouTube prawdę Ci powie

Posted in Uncategorized by karolgmyrek on 15/02/2010

Piękna to rzecz ten cały YouTube. Pomijając walory czysto rozrywkowe jest przecież jednym z nielicznych portali ogólnoświatowych, w którym można komentować wszystko i do woli. Brak moderatora (pomijając przypadki blokowania komentarzy lub usuwania przez autora przesłanego filmu) sprawia, że YouTube jest kopalnią wiedzy dla socjologów. Obraz społeczeństwa, który wyłania się niczym wielka góra lodowa, to obraz szczery i obejmujący wszystkie nacje, orientacje, wyznania i co tam jeszcze jest z tych dzielących ludzi etykiet. Zgadza się, że nie zawsze jest to głos profesorów habilitowanych, ale nie są to przecież ludzie widma; mijamy ich na ulicach, w tramwajach, przepuszczamy w drzwiach sklepowych, dzielimy te same urny wyborcze.

Świadomość bezkarności potrafi wyzwolić w człowieku nieprzebrane zasoby szczerości. I tak, niejaki Wujas1980, który we wspomnianym tramwaju raczej by tego nie wyznał, na YouTubie bez wahania zdobywa się na wielkie słowa:

„Wujas 1980 (2 tygodnie temu)

Twoja stara by plakala bo kto by jej tak dupsko zoral jak by mnie zabraklo”

Bynajmniej nie jest to przypadłość wyłącznie Polaków:

“Domdo234 (2 mies. temu)

your an asshole i fucked your mom last night ya dickhead ohh yeh ya mom left her thongs here and her piss bag”

Społeczność na YouTube z niebywałą lekkością potrafi prowadzić dyskusje na wszelkie możliwe tematy. Poruszane są między innymi problemy rasowe:

„evilibrium (6 mies. temu)

I have never saw so much bulshit in my life. Police officers were so leanient, why did they not open fire and shoot them? Black people and their drama they arent human they are uneducated animals that are wild and undiciplinable. Thats why they dont get anywhere its not the fact they are supressed its they development of their specie. They are underdeveloped humans.”

narodowe:

„jovann79666 (1 miesiąc temu)

Wszystkim kombatantom Upa w Nowym roku życzę ż całego serca długiego życia  w ciężkiej chorobie i bólach choć trochę podobnym do męczarni zadawanych niewinnym ludziom. Niech w ostatnich chwilach waszego życia towarzyszą wam demony przeszłości. Bez przebaczenia!”

sportowe:

„cracxa06 (2 lata temu)

a ty koleżko pisz nazwy klubów z dużej litery. Pozatym ty nie masz prawa mi mowic o moich prawach. Mecenas Honorowy sie znalazl. Craxa wprowadzila sprzet zeby podciac gardlo kazdej takiej wygadanej kurwie jak ty! Pierdole Cie, Pierdole Cie! Wroclawska Kurwo, Wislacki Psie!!!”

wiary i modlitewnych próśb:

„grand1006 (6 mies. temu)

Boże, czemu dopuściłeś do tego????
jak obejrzałem i przeczytałem to mi po prostu nie dobrze zajebał bym każdego skurwysyna i jego ród w ten sam sposób, żeby to kurestwo po ziemi nie chodziło
Boże miej w opiece te ofiary i daj im raj.”

oraz problemy czysto osobiste:

„PINEAPPLE892 (1 rok temu)

TY KURWO!”

YouTube to potęga. Co palce na klawiaturę naniosą, to pójdzie w świat bez cenzury, szybko i tam gdzie chcemy. To nasz międzynarodowy skarb, więc dbajmy o niego. Gdzie indziej znajdziemy przestrzeń, w której wszelkie nasze kompleksy i lęki zamknąć się dadzą w enigmatycznym nicku i pozwolą mówić do woli? O wszystkim, co nam na sercu leży, a o czym nie zawsze można w pozostałej przestrzeni publicznej; bo tam na przykład nie wolno nam słowem „kurwa” zastępować przecinków, kiedy tak bardzo za tym przepadamy; bo obrażanie gejów, Żydów i masonów może pociągnąć za sobą odpowiedzialność karną; bo te jebane kurwy z Arki Gdynia muszą wiedzieć, że są jebanymi kurwami, a gdzie indziej im o tym powiemy, jak nie pod filmem z udziałem ich drużyny (w dodatku bez ryzyka, że sprzęt w plecy nam wbiją!). W końcu gdzie bez  najmniejszych obaw nawrzucamy czarnemu za to, że jest czarny, a białej za to, że jest z czarnym?

Dzięki portalowi YouTube słowo „wolność” przeszło prawdziwą metamorfozę. Mamy również dzięki niemu przybliżony obraz tego, jak mogłaby wyglądać współczesna anarchia i w którą stronę kieruje się przeciętny człowiek, jeśli ściągnąć mu kaganiec.

Karol Kot

Posted in Uncategorized by karolgmyrek on 02/02/2010

Ćwierć wieku uodporniło mnie na wiele rzeczy. Należę do tych nielicznych nosorożców, na których aby zrobić wrażenie, trzeba wytoczyć naprawdę potężny kaliber i huknąć bez litości. Czasem wręcz się tego wstydzę. Ostatnio udało się to Karolowi. Przeszukując sieć natrafiłem na wywiad przeprowadzony z nim tuż po ogłoszeniu wyroku kary śmierci. Bardzo mocna to rzecz i wciągająca dogłębnie. Zastanawiałem się kiedyś czy istnieją wśród nas prawdziwi psychopaci? Choćby tacy jak książkowy Jan Baptysta Grenouille; lecz bez tych bajecznych zdolności. Życie jest przecież takie zwyczajne. Sytuacja zawsze, ale to zawsze, jest oparta na schemacie: zabił bo się wzburzył, bo jest dresiarzem, bo chciał okraść itd., a teraz stoi przed sądem, minkę robi niewinną, uszka spuszcza po sobie i mówi, że jest wariat. Sąd albo mu wierzy, albo nie. Stąd też zastanawiało mnie zawsze skąd w sądownictwie kategorie „niepoczytalności” i „psychopatii”? Dzisiaj już wiem, że to przez takich jak Karol.
Może malutki cytat z niego: „Było nudno, chodziłem więc do tamtejszej rzeźni i asystowałem przyj zabijaniu cieląt. Lubiłem ten widok i w końcu zasmakowałem w cieplej krwi. Piłem krew z cielęcia i wieprza. Dawali mi rzeźnicy, ile chciałem. Wiedziałem, ze ich to bawiło, i dziwili się mi, a ja z tego korzystałem. Zabijałem potem żaby, kury, gawrony, krety i cielęta. Matka o tym nic nie wiedziała, a dla niepoznaki odmawiałem jej zabicia ryby czy drobiu na obiad, choć to powstrzymywanie się dużo mnie kosztowało, bo przecież tak lubiłem wydłubywać oczy ptakom, pruć ich flaki i lizać krew.”
Skóra ma gruba, odporna na smutki świata i jego kwilenie, przebita została nożem i ugodzono mnie w jakieś dziwne, wrażliwe miejsce. Sam nawet nie wiem jakie.