gmyrek

Co by było gdyby…

Posted in Uncategorized by karolgmyrek on 26/05/2010

Człowiek jest niekwestionowany panem i władcą naszej planety. Można się kłócić, że bakterie, szczury czy owady mogłyby nas raz dwa i w ogóle…tylko że nic z tych rzeczy na razie nie nastąpiło. Antybiotyki niedługo przestaną być skuteczne i może wtedy bakterie nas pożrą, ale póki co z ich strony zagłada nam nie grozi. Jest natomiast gatunek, który gdyby był inteligentny, to mógłby przysporzyć nam spore kłopoty. Widzę, że wszyscy klepią się po bokach i doskonale wiedzą o kogo chodzi…tak, mowa o słoniach. Gdyby te potężne, poczciwe zwierzęta były rozwinięte umysłowo równie okazale co fizycznie, to bylibyśmy w wielkich tarapatach. Po pierwsze, średnia długość życia słoni wydłużyła by się o kilkadziesiąt lat, ze względu na ich wykształconych medyków i farmaceutów, którzy dbali by o swój gatunek, lecząc z chorób wenerycznych, serca i innych. Moglibyśmy zapomnieć o panowaniu w Afryce, skąd słonie wyparły by nas bez większych problemów (jak wiadomo na sawannie nie ma zbyt wielu drzew i potyczki naszych pieszych oddziałów z oddziałami słonimi byłyby formalnymi pogromami). Dochodzi również kwestia tego, kto pierwszy wymyśliłby bombę atomową; osobiście obstawiałbym słonie. Jak wiadomo są niezwykle ambitne i gdyby raz postawiły sobie za cel pokonanie ludzi, to dążyły by do tego wszelkimi metodami. Można byłoby próbować pokojowych rokowań…może nawet jakaś odwilż w stosunkach i mała współpraca gospodarcza? Wszystko to jednak w chwilach krótkiego pokoju między wojnami, które trwałyby przez większą część czasu.
Tak sobie siedzę i myślę, kto ostatecznie by wygrał. Ludzie mają wspaniałe ręce, bardzo chwytne…proszę sobie wyobrazić ile byłoby samopostrzeleń po stronie wroga! W końcu trzymanie karabinu w trąbie nie jest czymś łatwym. Z drugiej jednak strony ilu kul trzeba byłoby zużyć, by powalić człowieka, a ilu by powalić słonia. Odgadnięcie zwycięzcy tego konfliktu naprawdę nie jest proste. Jedno co mogę powiedzieć, to to, że taka wojna byłaby straszna.

Reklamy

Battle City

Posted in Uncategorized by karolgmyrek on 15/05/2010

Bohater dzieciństwa. Sam jeden naprzeciw nawałnicy wroga. Nieugięty, waleczny…za orzełka oddałby życie. Kto to taki? Kto to taki? Mały, żółty czołg

Wszczym ryj

Posted in Uncategorized by karolgmyrek on 11/05/2010

Ujrzawszy wczoraj „wszczym ryj” po raz pierwszy, zachwyt mój nie miał końca. Bardzo długo czekałem na krótkometrażowy film „kompletny”, który wyrósłby z sieci i jej nieodkrytych talentów. Zawarte jest w nim wszystko, co potrzebne wielkiemu kinu, a co udało się uzyskać w warunkach dosłownie piwnicznych. Klasyczny scenariusz z trzema aktami i dwoma punktami zwrotnymi. Pierwszy punkt zwrotny: plomba grubego, która wprowadza nas w realia przedstawianego świata i uświadamia z jakim problemem będziemy mieli do czynienia oraz drugi punkt zwrotny, czyli pełna emocji deklaracja mniejszego z bohaterów, że „krew się poleje”, z której następuje mimo wszystko zaskakujące przejście do trzeciego aktu i końcowej sceny pojednania.
Film ten uważam za kompletny nie tylko ze względu na jego dopieszczoną formę, ale również ze względu na uniwersalny przekaz. Rzeczy proste powiedzieć najtrudniej, bo albo wychodzą drażniące truizmy, albo ocieramy się o kicz lub nawet całkowicie się w nim taplamy. Nic z tych rzeczy. Autorzy zadbali, by końcowa scena, pomimo wyraźnej symboliki, nie bolała widza, a nawet go wzruszała. To w jaki sposób aktorzy rozłożyli napięcie jest dla mnie tutaj kluczowe. Od momentu, w którym gruby wyciąga rękę do chwili, w której mały podaje mu swoją mija 10 sekund! W kinie, nawet krótkometrażowym, to przecież cała wieczność. Widz czeka w napięciu, wciśnięty w fotel, na decydujący moment całego filmu: będzie zgoda czy nie? Ostatnia scena, w której gruby wreszcie wstaje i rzuca się koledze w ramiona, warta jest poświęcenia tych kilku minut przy youtubie.
Na filmik ten czekałem długie lata. Jest w nim wszystko: krew, pot, drżące głosy i pełne braterstwa pojednanie. Całość kręcona przez amatorów, mocno amatorskim sprzętem, więc i jakość nie najlepsza. Jednak w warstwie fabularnej bez zarzutu…no i gra aktorów: bezcenne.
Konkluzja moja jest całkiem prosta: wkrótce większość z nas będzie mogła tworzyć filmy nie odbiegające dramaturgią i jakością (!) od tych wyświetlanych w kinie. Na kilka godzin przed obejrzeniem po raz pierwszy „wszczym ryj” odbyłem debatę z Paszą, podczas której wyjaśnione mi zostało, że za kilka tysięcy złotych (plus kolejnych kilka na osprzęt) można już mieć aparat, który nazywa się na przykład: canon 7d, a którym można kręcić wysokiej jakości filmy. Tak więc, panowie i panie z Hollywood, drżyjcie, bo nadchodzi kino pospólstwa!