gmyrek

Wszczym ryj

Posted in Uncategorized by karolgmyrek on 11/05/2010

Ujrzawszy wczoraj „wszczym ryj” po raz pierwszy, zachwyt mój nie miał końca. Bardzo długo czekałem na krótkometrażowy film „kompletny”, który wyrósłby z sieci i jej nieodkrytych talentów. Zawarte jest w nim wszystko, co potrzebne wielkiemu kinu, a co udało się uzyskać w warunkach dosłownie piwnicznych. Klasyczny scenariusz z trzema aktami i dwoma punktami zwrotnymi. Pierwszy punkt zwrotny: plomba grubego, która wprowadza nas w realia przedstawianego świata i uświadamia z jakim problemem będziemy mieli do czynienia oraz drugi punkt zwrotny, czyli pełna emocji deklaracja mniejszego z bohaterów, że „krew się poleje”, z której następuje mimo wszystko zaskakujące przejście do trzeciego aktu i końcowej sceny pojednania.
Film ten uważam za kompletny nie tylko ze względu na jego dopieszczoną formę, ale również ze względu na uniwersalny przekaz. Rzeczy proste powiedzieć najtrudniej, bo albo wychodzą drażniące truizmy, albo ocieramy się o kicz lub nawet całkowicie się w nim taplamy. Nic z tych rzeczy. Autorzy zadbali, by końcowa scena, pomimo wyraźnej symboliki, nie bolała widza, a nawet go wzruszała. To w jaki sposób aktorzy rozłożyli napięcie jest dla mnie tutaj kluczowe. Od momentu, w którym gruby wyciąga rękę do chwili, w której mały podaje mu swoją mija 10 sekund! W kinie, nawet krótkometrażowym, to przecież cała wieczność. Widz czeka w napięciu, wciśnięty w fotel, na decydujący moment całego filmu: będzie zgoda czy nie? Ostatnia scena, w której gruby wreszcie wstaje i rzuca się koledze w ramiona, warta jest poświęcenia tych kilku minut przy youtubie.
Na filmik ten czekałem długie lata. Jest w nim wszystko: krew, pot, drżące głosy i pełne braterstwa pojednanie. Całość kręcona przez amatorów, mocno amatorskim sprzętem, więc i jakość nie najlepsza. Jednak w warstwie fabularnej bez zarzutu…no i gra aktorów: bezcenne.
Konkluzja moja jest całkiem prosta: wkrótce większość z nas będzie mogła tworzyć filmy nie odbiegające dramaturgią i jakością (!) od tych wyświetlanych w kinie. Na kilka godzin przed obejrzeniem po raz pierwszy „wszczym ryj” odbyłem debatę z Paszą, podczas której wyjaśnione mi zostało, że za kilka tysięcy złotych (plus kolejnych kilka na osprzęt) można już mieć aparat, który nazywa się na przykład: canon 7d, a którym można kręcić wysokiej jakości filmy. Tak więc, panowie i panie z Hollywood, drżyjcie, bo nadchodzi kino pospólstwa!

Reklamy