gmyrek

„Tysiąc tuzinów”

Posted in Uncategorized by karolgmyrek on 25/01/2010

Od maleńkości, gdy ojciec kupił mi „Białego kła”, byłem skazany na uwielbienie Jacka Londona. London to dla mnie wzór tytanicznej, upartej pracy. Z małoletniego pracownika fabryk po jednego z największych amerykańskich pisarzy- taka droga potrafi zaimponować. Mimo, że już dawno przeczytałem większość jego książek, zawsze z przyjemnością do nich wracam. Ostatnio zabrałem się za nowele północy. Piękne to historie- człowiek sam na sam z mroźną, niedostępną naturą. Gigantyczne połacie przestrzeni do pokonania o własnych siłach.
Bohaterowie to zawsze ludzie mocni, wyjątkowi. Jak choćby Dawid Rasmunsen z opowiadania „Tysiąc tuzinów”. Typowy urzędnik z ciepłego San Francisco, który postanawia zarobić na poszukiwaczach złota na dalekiej Alasce. Pomysł był prosty: dostarczyć do Dawson (eldorado północy) tysiąc tuzinów jajek. Ich cena w San Francisco była kilkadziesiąt razy mniejsza niż w Dawson, gdzie zresztą wszystko było piekielnie drogie. Dawid bierze kredyt pod hipotekę domu, kupuje jajka i rusza. Na Alaskę dociera bez problemów; potem jest już tylko pod górkę; a to tragarze są drożsi niż myślał, a to łódka jest nie taka jak trzeba, a to rzeki i jeziora zamarzają. W końcu na jednym z jezior wiatr łamie żagiel, jeden z towarzyszy wpada do wody i ginie, łódka zaczyna tonąć, lecz cudem dobija do brzegu. Nie ma szans ruszyć dalej. Dawid buduje w śniegu skrytkę, chowa jajka i wraca do San Francisco po kolejny kredyt.
Potem znowu Alaska, zaprzęg, psy, Indianie do pomocy i można udać się po jajka. Są w nienaruszonym stanie. Zaprzęg posuwa się mozolnie. Indianie uciekają, psy zdychają z głodu; mimo to Dawid nie chce ich karmić jajkami. W końcu dociera do Dawson; jest wykończony, dwa palce do amputacji, najprawdopodobniej jedna noga też, ale nic to. Ludzie zaraz się wokół niego zbiegają- krążyły już o nim legendy. W Dawson panuje głód i o jajecznicy można pomarzyć. Cena jednego jajka- półtorej dolara; dużo więcej niż planował. Dawid trochę sprzedaje, ale widząc nadciągające tłumy oświadcza, że najpierw musi odpocząć i potem dokończy sprzedaż.
Wynajmuje pokój, zaparza herbatę. Wtedy odwiedza go jeden z pierwszych klientów; oświadcza, że jajka są zepsute i przyjdzie niedługo po dobre. Dawid rzuca się na swój skarb, jedno po drugim, rozbija jajka; wszystkie zepsute. Przychodzi do niego jakiś człowiek i ofiaruje za całe resztki 200 dolarów; chce nakarmić nimi psy. Dawid go przepędza. Szykuje linkę. „Jeden koniec linki umocował u sufitu, na drugim zaś zrobił pętlę, w którą starannie wsunął głowę. Potem kopnął stołek spod siebie.” Na tym kończy się opowiadanie.

Wszyscy do walki ze stonką!

Posted in Uncategorized by karolgmyrek on 07/01/2010

„Postępowa opinia całego świata należycie oceniła zbrodnię lotników amerykańskich, którzy zrzucili ogromne ilości stonki ziemniaczanej na pola Niemieckiej Republiki Demokratycznej. W skutek burz i wiatru, stonka przedostała się na terytorium Polski. Oto żuk Colorado zwany inaczej stonką ziemniaczaną. Jest nie tylko żarłoczny, ale również niesłychanie płodny. W okresie osiemnastu miesięcy jedna samica daje początek kilku miliardom nowych szkodników. Ministerstwo rolnictwa natychmiast przystąpiło do likwidacji narodowych ognisk groźnego szkodnika. Podstawowym sposobem zwalczania stonki jest skrupulatna lustracja pól. W akcji bierze czynny udział młodzież…” Dzisiaj młodzież nie schyli się nawet po biedronkę; pewnie nie wie, że takie maleństwo potrafi przynieść z nieba najprawdziwszy chleb. Wystarczy grzecznie poprosić.