O miłości
Chłodna noc z soboty na niedzielę. Wsiadam do nocnego jelcza, który rusza gwałtownie, skrzypiąc przeraźliwie na każdym wyboju. Przytulony do szyby nasłuchuję szumnego gwaru młodych ludzi. Pośrodku siedzi dwóch mężczyzn, mętnie spoglądając sobie w oczy.
– Teraz Sylvia by leżał.
– Inna walka kurwa. Teraz mógłby mu chuja.
Ich głosy niemal drżą. Jeden w spontanicznym podnieceniu łapie kolegę za potężny kark i przyciąga ku swojej twarzy.
– Mówię ci kurwa, rozjebałby go. Teraz by kurwa mogli.
Kolega kiwa potulnie głową. Patrzą tak chwilę na siebie, co rusz podskakując i kiwając się na boki, a warkot starego diesla wypełnia ich serca mechaniczną melodią. Gdzieś tam daleko, w Łodzi, ich bóstwo rozniosło we wspaniałym stylu dwieście kilogramów tłuszczu. Przez następnych kilka tygodni będą mieli dla kogo żyć, będą mieli o czym myśleć, a każdy poranek będzie piękniejszy od poprzedniego. I po chwili nie mam już żadnych wątpliwości: tak wygląda miłość.
Pamietajmy, ze prawie kazdy z nas musi znalezc idola. Jedni znajduja bez problemu, inni mysla ze nie potrzebuja. Szczerze zazdroszcze fanom Pudziana.